RSS
 

Poważne zmiany

27 sty

Z powodu bardzo dużych zmian wprowadzonych przez serwis blog.pl postanowiłam rozpocząć działalność blogową w trochę innej formie. Obecny blog nadal będzie tutaj wisiał i każdy, zawsze będzie miał do niego dostęp. Kontynuacją tego bloga będzie zupełnie nowy blog, który powstanie na moim prywatnym serwerze. Jak tylko ruszę z nowym projektem zamieszczę tutaj link do zupełnie nowej przygody :) szykujcie się na zmiany!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jazda konna to niebezpieczny sport

27 sty

Na rozruch bloga, który jakoś ostatnio podupadł z powodu mojego zabiegania. Zmienimy trochę konwencję… zmienimy niedługo szatę… póki co wrzucam moje dzisiejsze doświadczenie. Ku uciesze wielu, na pocieszenie kilku i do zastanowienia dla każdego.

Czasem  mimo dobrych
chęci dostajemy pstryczka w nos, bo czujność zostaje uśpiona… ale licho nie
śpi! Opowieść zacznę od przyczyn…

Postanowiłam poszukać konia do dzierżawy. Jeżdżę dość często
na Saperze, ale chciałabym jeździć o wiele więcej i stąd pomysł na znalezienie
drugiego konia. W planach miałam lekcje z instruktorem lub trenerem w celu
doskonalenia głównie dosiadu, bo w tym momencie czuję, że to jest moja pięta achillesowa.
Świadoma niekompetencja J

Znalazłam w internecie ogłoszenie, że w Krakowie jest taki,
a taki koń z przeszłością skokową, przez chwilę w treningu ujeżdżeniowym – a obecnie
w lekkiej pracy, za lekkiej i dlatego szuka współdzierżawcy. Pomyślałam, że to
fantastyczna okazja, koń dobrze wyszkolony – mogłabym się od niego wiele
nauczyć. Na domiar szczęścia okazało się, że ów rumak stoi w tej samej stajni
co Saper.

Umówiłyśmy się z właścicielką konia na spotkanie i jazdę
próbną. Koń okazał się być bardzo sympatyczny w obejściu, ponoć misio, łagodny,
nie jakiś killer. Niestety ogolony, w derce, podkuty na cztery, nie wypuszczany
na padok i z okrutnymi opojami na zadnich nogach, spowodowanymi brakiem ruchu (żywienie
owsem, te nieszczęsne podkowy… kumulacja). Zapaliła mi się żółta lampka… nie
chodził od kilku dni… pomarańczowa lampka. Niestety czerwona się nie zapaliła,
a powinna. Postanowiliśmy użyć mojego siodła, żeby było łatwiej. Właścicielka
założyła ogłowie – wędzidło mocno dopięte do góry… wyraźnie spowodowało
dyskomfort, ale nie wtrącam się póki co. Nachrapnik na maksa dopięty, skośnik
jeszcze mocniej… koń nie może już wyrazić zdania na temat wędzidła… ok. Nic nie
mówię.

Weszliśmy na halę i przespacerowałam się z nim na drugi
koniec, żeby zobaczyć jak zareaguje (instrukcja właścicielki była taka, że się
boczy – od zawsze). Boczył się delikatnie, ale nie jakoś poważnie. Podprowadziłam
go pod schodki, nawet jako tako udało mi się za trzecim podejściem wsiąść tak,
żeby się nie odsuwał. Wsiadłam i jak to zwykle z totalnym luzem na rzuconej
wodzy ruszam stępem. Jest dobrze… stępujemy, jedyne co to staram się mu
wytłumaczyć, że zadzieranie głowy w kosmos nie jest tym czego oczekuję. Każdą
jazdę zaczynam w ten sam sposób, trochę pasażeruję, aby konia delikatnie
rozgrzać i od razu nie narzucać ćwiczeń. Mimo pomarańczowej lampki kredyt
zaufania dałam mu duży. No i zrobiliśmy kółko w stępie, odwróciliśmy się do
wejścia gdzie właśnie na bandę wskoczył kot… koń stanął jak wryty po czym
wyskoczył w górę z czterech, opadł i wywalił katapultę w powietrze… ja jak
sobie luźno siedziałam, tak luźno wylądowałam na glebie. Pozbierałam się,
złapaliśmy uciekającego w popłochu rumaka i pytam właścicielki czy on tak
często… no czasem mu się zdarza. Czy będzie znowu próbował? Nie obiecuję, że
nie… No cóż. Wgramoliłam się na zwierzę i jadę. Jednak kredyt zaufania stopniał
do zera. Każda próba usztywnienia – zgięcie boczne i pełna kontrola. Skróciłam
wodze… odczułam ciężar, opór raz na jednej wodzy, raz na drugiej. Chwyciłam
mocniej koń wyraźnie przyjął konwencję. Głowa w kosmosie i napieramy na rękę,
poszarpując, dziwnie wyginając głowę. Szczerze mówiąc to nie wiem jak w tym
wypadku oferować koniowi elastyczny kontakt. Wyraźnie mimo związanej paszczy
pokazał, że nie ma zamiaru współpracować. Jestem chyba za bardzo przyzwyczajona
do delikatności Sapera. Jadę dalej, staram się nie wdawać w walkę, ale reagować
na opór. Silne łokcie, spoczywające miękkie ręce. Kłus… podniesienie energii
nie zadziałało, dosiad… nie zadziałał, łydka… nie działa, mocna łydka. Ok
jedziemy. Miły miękki kłus, ale głowa znowu w kosmosie, sztywność tu, sztywność
tam… nieprzyjemnie. Próba zmiany kierunku… nieudana. Przechodzę do stępa, już
wiem, że jazda na kontakcie nie przyniesie rezultatu. Zero kontaktu
psychicznego i emocjonalnego z koniem, nie może zaowocować w udanym kontakcie
fizycznym. Stwierdziłam, że chociaż porozmawiamy na temat rozluźnienia. Po
kilku okrążeniach udał mi się nawiązać jako taki kontakt psychiczny, koń skupił
się odrobinę na mnie i współpracował, zaczął się ładnie rozciągać. Oczywiście o
dodaniu w rozciąganiu nie było mowy, bo energia znowu nie działa… a łydka =
opór… opór=usztywnienie i głowa wędruje znowu w górę. Kiedy uspokoił się na
tyle by zarobić na trochę zaufania poprosiłam o zgięcie boczne i zaczęłam
odpinać nachrapniki. Ledwo mi się udało – trzeba mieć siłą. Uwolniłam go i
powtórka ćwiczenia. Reakcja bardzo dobra, rozluźnienie utrzymane. Najchętniej
zmieniłabym to na kantarek. No ale co ja mogę teraz… nic. Chwila jeszcze i zsiadłam.
Oddałam zwierzę właścicielce, powiedziałam, że on chyba potrzebuje innego
jeźdźca i poszłam do Sapera. Dałam mu worek suchego chleba, cztery jabłka,
wycałowałam w nos i dupkę i obiecałam, że już złego słowa nie powiem ;) .
Jesteśmy tu gdzie jesteśmy, umiemy tyle ile umiemy. Może nie jesteśmy mistrzami
świata, ale… mamy wyjątkową więź, ufamy sobie nawzajem, współpracujemy jak
partnerzy, razem się rozwijamy emocjonalnie, psychicznie i fizycznie z
zachowaniem rozluźnienia i kontaktu. Dajemy sobie dużo radości – NAWZAJEM!

Wartościowe nauczki z lekcji (czyli to co już wiesz tylko
dlaczego tego nie stosujesz?):

- nie wsiadaj na konia, którego nie przygotujesz wcześniej z
ziemi

- nie wsiadaj na konia, z którym nie masz kontaktu
psychicznego, który nie zachowuje się jak partner

- ufaj odpowiedzi, ale bądź GOTOWY na korektę!

- jeźdźcy uczą konie… konie uczą jeźdźców… nie zawsze tego
czego by oczekiwali ;P

- pokora, pokora, pokora

- akceptuj to gdzie jesteś na swojej ścieżce do doskonałości…
nie przestawaj się uczyć…

- proces nie wygląda jak produkt…

- patrz co robią inni i rób dokładnie odwrotnie…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowości na DVD i Blu-ray

02 lis
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gra w kontakt

16 wrz

Po spędzeniu prawie dwóch miesięcy na
Mazurach i odbudowywaniu sprawności Sapera po chorobie i operacji przeszliśmy
do nowego zadania. Gra w Kontakt. Nowa koncepcja Lindy z którą dane mi było
zapoznać się po części na dwóch kursach instruktorskich jak również na
specjalnym kursie temu zagadnieniu poświęconym. Aby w ogóle zabrać się za ten
temat postanowiłam odbudować zdrowie, siłę i kondycję Sapera, aby fizyczność
nie stanęła nam na przeszkodzie w osiągnięciu sukcesu w sferze finezji. Po
wielu jazdach w teren, zabawach na linie i na wolności, po ćwiczeniach w wodzie
i całodobowym pastwiskowaniu uznałam, że Saper jest gotowy na stawienie czoła
nowym wyzwaniom. 

 

Pierwszy teren.

Pogoda jest dla nas dość łaskawa mimo
silnego wiatru jest ok. Saper pokazał, że potrafi na wietrze wskoczyć w prawą
półkulę zarówno Ekstra jak i Intro w zależności od dnia i przygotowania z
ziemi. Bardzo ciekawe, szczególnie, że nie znałam go z tej strony ;) . Duży
wpływ ma na niego nowe stado w którym obecnie przebywa 24h na dobę. Klacze są
troszkę zdziczałe i żyją w tych warunkach na co dzień. Mimo to utrzymują duży
poziom gotowości i czujności. Saperowi się to udziela co wcale mnie nie martwi.
Równoważy się jego silna lewopółkulowość co zmienia sytuację czasem na bardziej
korzystną. Konie prawopółkulowe poszukują przywództwa, gdy lewopółkulowce same
świetnie radzą sobie ze sobą. Jeśli tylko potrafimy w odpowiedni sposób wskazać
prawopółkulowcowi odpowiednie rozwiązanie zyskujemy jego zaufanie i
posłuszeństwo. Ale nie o tym miało być…

 

Dziś w kolejny wietrzny dzień pada decyzja
o wyjeździe w teren. 

Przygotowanie z ziemi – 30 min na linie.
Głównie po to żeby wejść na poziom oferowanej energii przez konia i zaproponować
mu niższy bardziej rozluźniony poziom. Wszystko poszło gładko i wyruszyliśmy.

 

Saper w terenie jest raczej
ekstrawertykiem i waha się między obiema półkulami w zależności od sytuacji.
Nie umiem obiektywnie ocenić czy częściej zachowuje się prawopółkulowo czy
lewop. ale nie da się ukryć, że miewa momenty spięcia. Na początku postawiłam sobie
za cel nie przejmować się tym i wykorzystać chęć do ruchu naprzód do budowania
kondycji. Czyli poświęciłam odrobinę emocje dla fizyczności. Dzięki temu zbudowaliśmy
jakąś tam kondycję. O ile w stępie nie było większych problemów z uzyskaniem
rozluźnienia we freestyle to w kłusie zazwyczaj nie było tak kolorowo. Jednakże
nie wpływałam zanadto na prędkość z jaką Saper podróżował tym chodem – a czasem
fruwał nad ziemią! Skupiłam się raczej na tym jak wytrenować swoje ciało o
dosiad aby płynnie podążać za tym ruchem – nie było łatwo… Jazda na petardzie ;) W galopie zazwyczaj nie szarżowałam. Saper nie ma zbyt dobrej równowagi w
tym chodzie i nie chcę mu utrwalać złych nawyków. Głównie pracowałam nad
zagalopowaniami i przejściami. Jeździłam też niezbyt długie odcinki w
półsiadzie tak żeby rozwinąć troszkę skrzydła, ale jedynie wtedy kiedy czułam,
że mam pełną kontrolę nad sytuacją. 

 

Dziś w terenie postanowiłam zacząć
pracować nad pierwszymi dwoma fazami Gry w kontakt. Po 1 – zebrane wodze znaczą
idziemy do przodu! Po 2 – Rozciąganie, rozciąganie, rozciąganie.

 

Pierwszy etap był ułatwiony przez to, że
do ćwiczeń wybrałam teren. Saper jako lewopółkulowiec zdecydowanie widzi więcej
celu w podróżowaniu po prostej. Dość szybko zatem przeszłam do fazy drugiej. Po
około 20 – 30 min dyskusji Saper załapał gdzie leży wygoda. Nadmienię tutaj, że
miałam duże obawy co do powodzenia całej sprawy. Saper jest pierwszym koniem z
którym zaczynam bawić się w tą grę. Nie mam doświadczenia i wyczucia w tym
temacie, jednak jakoś się trzeba tego nauczyć. Kolejna obawa leżała w nawykach
Sapera. Jeszcze u hodowcy był lonżowany na wypinaczach po czym zajeżdżany na
wędzidle w dość wysokim ustawieniu. Rezultatem tego było notoryczne chowanie
się za wędzidło ilekroć prosiło się o przyjęcie wędzidła (również przez
doświadczonych jeźdźców). Miałam zatem słuszne obawy, że problem powróci i będę
się musiała jakoś z nim uporać. Zaufałam jednak Lindzie :D

Gra w Kontakt rozwiązuje wiele problemów
koni z wędzidłem. Chowanie się jest na tej liście. 

 

Jak tylko podniosłam wodze uzyskałam efekt
oczekiwany – Saper się schował. Zaczęłam powtarzać procedurę poznaną na kursie
i nie wyglądało to początkowo ładnie, ani nie było specjalnie przyjemne. Saper
chował się, rolował a na ręku pustka… nic zero kontaktu. Jechałam jednak do
przodu i nie poddawałam się. Jak już pisałam trwało to może z 20 – 30 min.
Nagle poczułam jak Saper wyciąga nos do przodu i dałam mu mikro wygodę tak jak
uczyła nas Lida. W ciągu następnych pięciu minut sprawa wyglądała diametralnie
różnie. Saper załapał i zaczął opierać się na wędzidle. Fantastycznie. Kolejny
krok to rozciąganie. Po chwili czułam jak na moją prośbę nos idzie do przodu i
w dół grzbiet się unosi i Saper się rozluźnia. Bingo!

 

Przez kolejne 30 min ćwiczyłam to w
stępie. Następnie przerwa na Freestyle i trochę kłusa, a potem galop – po
takiej rozgrzewce przeszłam znowu do kłusa i utrwalałam rozciąganie. 

Działa! Bez pudła za każdym razem mogłam
poprosić o rozciągnięcie z utrzymaniem kontaktu. Fenomenalnie. Czas na kłus.
Jak tylko Saper zrozumiał, że kontakt w kłusie nie znaczy przechodzimy do
stępa, wszystko poszło jak po sznurku ;) .

Dostałam kilka świetnych odcinków w
rozciągnięciu, w rozluźnieniu i z rozluźnionym grzbietem. Fantastyczne uczucie.
Nagle kłus stał się miły i wygodny, krok regularny i rytmiczny. Emocje
opadły. 

Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że
cały teren był o wiele mniej emocjonalny niż zwykle. Dzięki temu, że oboje
mieliśmy fizyczne i psychiczne zajęcie odwracające uwagę od otoczenia. 

Większość czasu Saper szedł w rozluźnieniu
co ma niebagatelne znaczenie w prawidłowym rozwijaniu jego sylwetki.

Teren uważam za bardzo udany. Sesja
pierwsza Gry w Kontakt skończyła się sukcesem. 

 

Dzięki Linda!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Świat Koni 07/2011

05 lip

Najnowszy numer Świata Koni już w kioskach, a w nim obszerny artykuł o KONIOBOWOŚCIACH mojego autorstwa. Dowiesz się krok po kroku jak rozpoznać Koniobowość swojego konia, ale przede wszystkim nauczysz się jak tę wiedzę wykorzysztać i stać się skuteczniejszym i lepszym przewodnikiem. 
Zapraszam do czytania.


 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowe kolory!!!

02 lip
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zaległości

20 cze

Wracamy do pracy po przerwie i wracam do pisania z furą
zaległości.  Dla Tych którzy nie wiedzą,
Saper jest już po operacji. Wszystko przebiegło pomyślnie, rany zagoiły się a
on swobodnie zaczyna oddychać. Dlatego też zaczęłam już na nim jeździć i
cieszyć się „nowym koniem”.

Pogoda sprzyja, aura i klimat sprzyjają, nic tylko siedzieć
w stajni, jeździć, śmigać w teren i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć…

Jesteśmy już po pierwszej jeździe terenowej. Widoki po
drodze obłędne, las do którego zmierzałyśmy przeogromny, jednak muchy trochę
pokrzyżowały nam plany. Diabelstwa tak gryzły, że Saper prawie kładł się ze mną
na grzbiecie, raz nawet położył się z siodłem, ale ja zdążyłam wcześniej
zsiąść. Ogólnie zsiadłam chyba z siedem razy, bo Saper zdziwiał i trzeba było o
tym pogadać z ziemi. Samo zsiadanie to nic… ale siedem razy wgramolić się z
ziemi na tego smoka, który nie współpracował… o zgrozo! W końcu zmuszone do
odwrotu nie zwiedziłyśmy ogromnego lasu, ale to się zmieni. Już niebawem.

Tymczasem ćwiczę na ujeżdżalni. Z ziemi głównie pracujemy
nad okrążaniem bo Saper nie bardzo wie jakie są jego obowiązki. Czyli wedle
woli zmienia kierunki i chody. Podobnie z siodła… dlatego wprowadziłam program
impulsu dla krótkich koni – czyli „grę w narożniki” po chwili, koń mi się tak
wydłużył, że na moment był poza kontrolą. Wniosek: w stępie i kłusie narożniki
działają fenomenalnie, w galopie… jeszcze nie tak dobrze. Ujeżdżalnia jest
ogrodzona małą tasiemką  i ma dużo
nierówności, a więc do wyznaczenia narożników posłużyły mi stojaki i cavaletti.
Ogólnie budujemy ruch do przodu w rozluźnieniu. W kłusie od razu widać progres,
jednak do galopu w równowadze to nam jeszcze daleko. Mój dosiad po rocznej przerwie
w regularnej jeździe nie pomaga. Ale jak to mawia Pat „Praktyka nie czyni
mistrzem, tylko perfekcyjna praktyka czyni mistrzem!”. Nie pozostaje nam nic
innego jak pracować nad sobą.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Drugi dzień w Stonley Park

08 kwi

Kolejny dzień na zgrupowaniu instruktorów. Zaczęliśmy spokojnie. Ann Keiser przybliżyła nam nowy profil na parelli connect utworzony specjalnie dla instruktorów. Następnie odbyła się sesja pytań i odpowiedzi z Lindą. Po przerwie na lunch spotkaliśmy się na placu zabaw gdzie Linda i Pat pomagali rozwiązywać problemy z konkretnymi końmi. Na ostatniej sesji omawialiśmy plan weekendowych występów… kto co i gdzie… Jutro przenosimy się do NEC.

Moja głowa nadal przetwarza informacje, które dotarły do mnie dzisiaj. Jedno z głównych przesłań Pata dla instruktorów to formuła:

Ambicja

Zasady

Cirpliwość

Kolejność

jako droga do osiągnięcia doskonałości i profesjonalnych celów…

Żuję…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przygotowania do Parelli Celebration

06 kwi

Dotarłam do angielskiego centrum Parelli. Jak zwykle wspaniała atmosfera… cały czas ciężko mi uwierzyć, że jestem częścią tej wspaniałej grupy ludzi. Marzenia się spełniają. Jest piękna pogoda, a refleksje i nieopisana radość dopadają mnie kiedy siedzę na ogrodzeniu obok Lindy, która właśnie pomaga 3 * instruktorowi lepiej zrozumieć koncepcję Gry w kontakt, obok Pat na Magic ćwiczy lotne zmiany nogi… Jestem w niebie!

Dzisiejszy dzień był wspaniały. Poranna sesja z Patem to ogromna inspiracja (jak zwykle) oraz wykład na temat celów jakie wyznaczamy całej szkole PNH oraz przyszłości jaka nas czeka. Świetny wykład Lindy o kontakcie, prawidłowym trzymaniu wodzy i dosiadzie do jazdy z finezją. Ćwiczyliśmy z beczkami i wodzami… widać że koncepcja rozwija się i dąży w dobrym kierunku. Potem instruktorzy którzy przywieźli konie bawili się z ziemi, a po południu z siodła. Pat i Linda pomagali rozwiązywać różne problemy, równocześnie wybierając pary do pokazów na weekend. Wszyscy spisali się fantastycznie. Jestem pod dużym wrażeniem. Oby tak dalej. Brakuje Berniego :(

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wiosennie

22 mar

Powiew ciepłego wiatru wywiał nas znowu na łąkę i dzięki uprzejmości Kasi mamy ładne fotki.

Ależ straszliwa Teściowa mi wyszła… :/
3, 2, 1… start
1, 2, 3… Lądowanie
Z serii… kup sobie wreszcie nowe bryczesy.

Zobacz Saperka… wysoko też są smaczne gałązki…
 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii